|

Po rewelacjach Mariusza Kamińskiego, jedno się na pewno ostanie - moda na restaurację „Pędzący królik” przy Placu Teatralnym. Choć zważywszy na zagęszczenie tam urządzeń podsłuchowych nie wiem czy bardziej prawidłową nazwą nie byłby
„Królik i pluskwy”. W każdym razie uważam, że jeśli CBA, chciałoby mieć swoje logo, to powinien być to wizerunek przedstawiający agenta na pędzącym króliku. Na oklep. Okazuje się, że tak jak dla większości obserwatorów, zwłaszcza po „zakupie domu od Jolanty Kwaśniewskiej „w Kazimierzu przez agenta Tomka, ów funkcjonariusz jest obiektem żartów, to dla „prawdziwych patriotów” - bohaterem. Prawdziwie patriotyczna „Gazeta Polska” wybrała go na... człowieka roku. Nie wiadomo, kto dokładnie go wybrał, złośliwi mówią, że czytelnicy, ale wydaje się prawdopodobne, ze redaktor naczelny, choć na jedno wychodzi, bo jest on podobno jednym z nielicznych czytelników swojej gazety. Bardzo jestem ciekaw, jak będzie wyglądało wręczenie laurów, przecież agent Tomek jest tajniakiem. Na kogo wystawiono dyplom? Czy będzie odbierał nagrodę w kominiarce, czy w innym kostiumie maskującym? A poza wszystkim, warto by się zapytać redaktora „GP”, czym to agent zasłużył się Polsce w ubiegłym roku? Prezydent Łodzi tak się zaaferował wprowadzeniem jako dnia wolnego Święta Trzech Króli, że nie zauważył, że pod nim ryją. Podobno był bardzo nielubiany, ale jak ktoś słusznie powiedział, „prezydent to nie zupa pomidorowa, by go lubić lub nie”, ważne są jego osiągnięcia. A okazało się, że poza walką o Kacpra, Melchiora i Baltazara, na ziemi łódzkiej ostatnio się za bardzo niczym wyjątkowym nie wyróżnił. Strasznie długo przebywał poza miastem, bo wolał być w wielu ciepłych i atrakcyjnych miejscach na ziemi, a już jak był na miejscu, to m.in. nawymyślał od najgorszych strażnikowi miejskiemu aż mu czapka spadła, albo odwrotnie. SLD zainicjowało odwołanie prezydenta w drodze referendum. Swoich zwolenników prezydent namawiał, aby nie szli do urn, a zostali w domu, to wtedy, przy małej frekwencji referendum nie będzie ważne. Zwolennicy do tego stopnia zostali w domu, że pokonali ich ci, którzy pomimo mrozu i śniegu - poszli. Przy urnach stawiła się wymagana liczba wyborców i odwołała prezydenta. Prezes Jarosław nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Dlatego wszystko logicznie wytłumaczył. „Właściwie prezydent Kropiwnicki wygrał, bo większość nie poszła, a odwołali go nieliczni”. Rzeczywiście nieliczni - ponad 100 tysięcy osób. Czyli sposobem na zwycięstwo według prezesa PiS- u jest nie iść na wybory. Pomyślałem sobie, że to jest prawdziwa logika - jeśli chcę by mój kandydat wygrał - to zostaję w domu. Bo gdybym chciał, żeby przegrał - to idę i na niego głosuję. Nie ma to jak żelazna logika prezesa. Parę lat temu, w czasie wprowadzania IV RP, gdy dokuczała nam susza, posłowie PiS pomodlili się o deszcz i ten spadł. Co prawda w takiej ilości, że mało nie doprowadził do klęski żywiołowej, ale susza już nie powróciła. Potem sprawiali wrażenie, jakby modlili się o kryzys, ale jakoś przetrwaliśmy. Teraz chyba pomodlili się o śnieg. Ten spadł i zamarzł na części linii energetycznych, zrywając je i łamiąc słupy. Tysiące osób przez ponad tydzień nie miało prądu. Ale dzięki PiS-owi ludzie wiedzą, że to nieszczęście zawdzięczają... rządowi, o czym uroczyście poinformowali posłowie tej formacji. Jesteśmy coraz bliżsi sytuacji, która wydawała się jedynie anegdotyczna, że opozycja oskarży rząd o gradobicie. Kobiety walczą o parytety. Chcą zaistnieć na listach wyborczych, aby stać się przeciwwagą dla dominujących w polityce mężczyzn. Prawdą jest, że za ograniczeniem liczby panów przemawiają takie postaci jak: Gosiewski, Palikot, Suski, Kurski itd. itp. mam jednak obawę, że może być gorzej. Kto mi zagwarantuje, że na skutek parytetu nie zwielokrotni się liczba Nelli Rokit, posłanek Wróbel, Beat Kemp itd. itp. Tego żaden parlament by nie wytrzymał. Jedyne, za czym bym optował, to za klonowaniem posłanki Joanny Muchy - Much nigdy dosyć w naszym parlamencie!!! Jak twierdzą złośliwi i niepoprawni antyfeminiści, podobny problem podobno miano w niebie, ale wprowadzono parytet. Do nieba idzie tylko 10 procent kobiet, bo inaczej byłoby tam piekło. Zakończmy, zatem anegdotą o kobiecie. Pewna pani poszła do lekarza, a ten zalecił jej ciepłe kąpiele, przebywanie na świeżym powietrzu i ciepłe ubieranie się. Wróciła pani do domu i do męża mówi: „Lekarz mi zalecił wyjazd na tydzień na Bermudy, potem na narty do Austrii. Acha, powiedział też, żebyś mi kupił futro”. Jacek Krawczyk
|