|

W ostatni piątek miałem przyjemność uczestniczyć w gali wręczenia nagród dla najlepszych sportowców stolicy. Uroczystości niezwykle prestiżowej, eleganckiej i dostojnej, na której uhonorowano tych, którzy w 2009 roku zrobili najwięcej dla
mazowieckiego sportu. Po prostu czas podsumowań. Obserwując kolejnych nagradzanych sportsmenów i sportsmenki oraz słuchając spikera, który przywoływał ich największe sukcesy, przypomniałem sobie, dość żenującą w mojej opinii, wypowiedź jednego z polskich polityków. W przypadku przegranej (…) straci wszystko. Pokaże się jako człowiek (…) wiecznie przegrany, jak Adam Małysz ze świetną formą w maju, a w grudniu już skaczący gorzej. Wytłuściłem słowa, które, mnie jako entuzjastę sportu i kibica polskich atletów, uraziły i zszokowały. Oto w jaki sposób osoby publiczne, znakomici Polacy (przytoczone słowa są autorstwem jednego z polskich eurodeputowanych) budują obraz polskiego sportu. Nazywają przegranym człowieka, którego podziwia cały sportowy świat. Człowieka, który jest żywą legendą światowych skoków narciarskich. Przytaczam jego sukcesy jedynie z dziennikarskiego obowiązku – dwukrotny medalista olimpijski, czterokrotny Mistrz Świata, czterokrotny zdobywca Pucharu Świata, dwudziestokrotny mistrz Polski… dalej? I tak oto człowiek, który z racji pełnionego stanowiska, a także ze zwykłej obywatelskiej powinności, ambasador naszego kraju winien jest budować pozytywny obraz naszego kraju i jego mieszkańców w Europie, niszczy pomnik polskiego zwycięzcy, triumfatora, zastępując go dwoma słowami – wiecznie przegrany. Naiwnością wydają się więc być życzenia, by jeszcze bardziej doceniono nasze sukcesy w świecie. Jak mogą być one docenione, skoro my sami je deprecjonujemy? Zainspirowany wypowiedzią jednego z dziennikarzy również życzę dżentelmenowi, który te słowa wypowiedział takich „wiecznych porażek, jakie doskwierają Małyszowi”. Słaby to przyjaciel polskiego sportu. Na szczęście nie brakuje takich, którzy są prawdziwymi przyjaciółmi polskiego sportu, wspierają go na wiele sposobów. Kilku z nich zostało na wspomnianej gali wyróżnionych. Może jeszcze paru ukryło się gdzieś przy stolikach…? Piotr WesoŁowicz Fot. Archiwum
|