|
Artystyczna prezentacja niekoniecznie musi dotyczyć wielkich i ważnych dzieł czy poważnych tematów. Nie temat rozstrzyga o ważności twórczego dokonania. Mało kto zna tę prawdę lepiej niż Irena Moraczewska, twórczyni Pracowni Sztuki Dziecka.
23 lata pracuje z dziećmi. O efektach świadczą nagrody i wyróżnienia, zdobywane przez jej wychowanków w prestiżowych światowych konkursach plastycznych. Każdy rok działalności Pracowni kończy się „retrospektywą” w ursynowskiej Galerii Działań. Ubiegłoroczną „retrospektywę” zobaczył przy Marco Polo Wojciech Piotr Kwiatek, krytyk literacki, publicysta, od lat współpracujący blisko z Galerią. Zobaczył – i zachwycił się. A że od lipca ub. r. jest też dyrektorem GOK w Brwinowie, postanowił, że pewne fragmenty tej wystawy zaprezentuje w swoim Ośrodku. Wybór padł na… glinę. Polskie dworki, pałacyki, kościółki, kamieniczki… Wszystko z gliny, pracowicie pod kierunkiem Moraczewskiej wykonane przez dzieci w wieku często poniżej 10 lat! Delikatnie podświetlone, obficie posypane… solą (! – imitacja śniegu) – zajaśniały pełnym blaskiem w kameralnej sali brwinowskiego Ośrodka Kultury. I dały efekt zachwycający! Oto kawałek świata baśniowego, trochę dziś nierealnego, a przecież świata, który kiedyś istniał naprawdę i tak właśnie wyglądał! Jak z baśni Hansa Christiana Andersena, jak z ilustracji do starych książek dla dzieci. Wystawę objął honorowym patronatem burmistrz Brwinowa Andrzej Guzik, który ją „odsłonił”, to znaczy… zgasił światło w sali wystawowej. Dopiero wtedy dziecięce prace zajaśniały! – Gratuluję panu dyrektorowi i pomysłu i konsekwencji, a właściwie uporu – powiedział burmistrz. Potem autorzy prace pozabierali do domów, rozpoczął się nowy rok działalności Pracowni Sztuki Dziecka… Sprawa wydawała się beznadziejna. Ale dyrektor się uparł – we współpracy z Moraczewską i Fredo Ojdą, szefem Galerii Działań, zgromadzili te gliniane cudeńka na powrót, przy logistycznym wsparciu Jerzego Derkacza przewieźli to wszystko do Brwinowa. I w ten sposób w około świątecznym i karnawałowym klimacie młodzież brwinowskich szkół mogła zobaczyć, jakie efekty daje prowadzona umiejętnie praca. Bo stworzenie takiej pracy, „zbudowanie” takiego dworku, kościółka czy pałacyku, to zadanie nie lada. Bywa, że gdy mały artysta przykleja ostatnie detale architektoniczne, gdy już czeka gorący piec, by pracę wypalić w ponad 1000 st. C, nagle… konstrukcja wali się. Trzeba skapitulować – albo zaczynać od początku. O tym wszystkim fascynująco opowiadała podczas wernisażu wystawy sama Irena Moraczewska. Na twarzach obecnych zaś zadziwienie mieszało się z niedowierzaniem, że jednak tylu jej wychowankom się udało! Piotr Wojtalewicz
|